ROZDZIAŁ 11- SPOTKANIE
Po lekcjach postanowiłam, że trochę
się przejdę za szkołą. Co prawda jej teren jest wielki, ale kto
by chciał łazić po terenie szkolnym. No chyba, że Lolita.
Poszłam, więc na polanę. Były tam pagórki i w ogóle było
spokojnie. Chodziłam tak z 20 minut co mnie zdziwiło, bo
najczęściej po takim czasie to już się strasznie nudzę, ale
musiałam odpocząć przez te ćwiczenia z Shurą. Kilka ostatnich
dni byłam na lekcjach tylko u niej i nie chodziłam na te z Yukio.
Nagle zobaczyłam w oddali płonącego się człowieka. Po pierwsze
to nie jest zbyt częsty widok, ze ktoś płonie, a po drugie palił
się szafowym płomieniem! Po chwili facet się uspokoił. Oczywiście
jeśli chichot szaleńca można nazwać uspokojeniem się po krzyku.
- Wreszcie jakieś ciało dzięki,
któremu mogę być choć przez chwilę w Aissash!- Krzyczał
człowiek. Więc to musiał być Szatan! On opętał tego biednego
pana. Od razu tam pobiegłam.
- Ej zostaw go!- Krzyknęłam pewnie
chociaż z lekkim lękiem.
- O witaj!- Powiedział jak jakiś
morderca, który spotkał ofiarę, a potem się szaleńczo zaśmiał.-
Zjeżdżaj karaluchu!- Krzyknął wściekły, a potem mnie popchnął
przez co upadłam.
Ja? Karaluch? Strasznie się
zdenerwowałam przez co zapłonęłam. Nie wiem czy płomienie
Szatana zadziałają na Szatana, ale warto spróbować.
- Powiedziałam zostaw go!- Pojawiły
się szafirowe płomienie, chociaż gdy się przyjrzałam jego
różniły się od moich. Nie tylko tym, że Szatan miał większe i
obejmowały większy obszar, ale też moje były jaśniejsze. Nie na
tyle, żeby to spostrzec od razu, ale jednak. Gdy się zastanowię
Rin też ma ciemniejsze. Może to ma coś wspólnego z niebem?
- O! Córeczka! Znudziło ci się w
niebie? – I znów zaśmiał się jak wariat co, jak doszłam do
wniosku dosyć często robi.- Niebo to nie miejsce dla takich jak ty.
Zresztą nigdzie nie ma takiego miejsca.- Nie skomentowałam tego.
Nie wiedziałam jak.
- Wracaj do Gehenny i zostaw tego
człowieka!
- Hahahaha! Nic mi nie zrobisz!
Płomienie Szatana na Szatana nie zadziałają!- Tak jak myślałam.
Moja moc na nic się nie zda. No i co teraz zrobić? Przecież nie
pozwolę, żeby niewinny człowiek umarł. Może muszę zrobić jak
moja mama. Może nie ma innego sposobu.
- W takim razie wejdź we mnie.- Cisza.
Jego usta wciąż szaleńczo uśmiechnięte, ale nie wydobyły
żadnego słowa. To było dosyć dziwne.
- Jeszcze nie teraz. Mam na ciebie inne
plany – Powiedział zupełnie poważnie. Bez żadnego śmiechu na
koniec. Nagle płomienie znikły z człowieka. Upadł na ziemię
lekko poparzony, ale żył. Mój ogień też po jakimś czasie znikł.
Wyglądało na to, że Szatan wrócił do Gehenny. Poczekałam
trochę, aż facet się obudzi i pobiegłam do akademika gdzie
oczywiście czekała w pokoju rozgniewana Lolita.
- Gdzie ty się podziewałaś!? Już
jest 23:30! Co się stało!? – Pytała wściekła. Ja już miałam
dość przeżyć jak na jeden dzień i nie miałam ochoty się
kłócić.
- I tak uznasz, że kłamię.-
Powiedziałam i poszłam do łóżka, ale nie mogłam zasnąć. Wciąż
myślałam o tym spotkaniu. Co on miał na myśli mówiąc ,, jeszcze
nie teraz” no i to, że niebo to nie miejsce dla takich jak ja.
O co chodziło. Przecież skąd mógł by wiedzieć? Eh. Nienawidzę
tak rozmyślać, a już szczególnie myśleć o tym co powiedział mi
,, tatuś” Szatan przy tym nieźle walnięty. Na następny dzień
nie wyspałam się zbyt dobrze. Jeszcze przy okazji przypomniało mi
się, że mam dzisiaj lekcje z resztą klasy przez co ledwo zdążyłam
na lekcje. Na szczęście mój kochany braciszek też o tym zapomniał
i znów przepychaliśmy się przez drzwi kto będzie pierwszy. Gdy
usiedliśmy w ławce od razu zachciało mi się spać. W końcu Yukio
tak totalnie przenudził, że zasnęłam.
- Gohi. Gothi!- Słyszałam przez sen
jakieś wołanie. Nagle się obudziłam, a wszyscy mnie wołali,
żebym właśnie to zrobiła.
- Gothi. Powiedz jakąś modlitwę
dzięki której odstraszysz demony.- Powiedział Yukio.
- Eeee. Noo…. Ojcze….nie….-
Problem tylko taki, że żadnej nie znam. Zawsze uznawałam, że są
niepotrzebne i nie uczyłam się ich nawet w niebie.
- Eh. Siadaj i słuchaj następnym
razem. – Powiedział załamany nauczyciel.
- Anioł i nie potrafisz żadnej
modlitwy? Pfff.- Powiedział drwiąco Suguro.
- Jak mogłaś niczego nie znać.
Przecież w niebie się ciągle tego uczyliśmy.- Powiedziała Lolita
co mnie nawet zdziwiło bo ona nigdy nie rozmawia na lekcjach, ale z
kolei, żeby mnie ochrzanić to jest zawsze pierwsza.
- Niby anioł- ktoś powiedział z
tyłu.
- Pół anioł.- Poprawiłam tą osobę
nie patrząc kto to.
- Widać, że bardziej nadajesz się na
demona.- Znów ktoś powiedział z tyłu.
- Eh! ON miał rację! To nie jest
miejsce dla mnie!- Krzyknęłam wstając w ławki i wychodząc z
sali. Słyszałam za sobą krzyki typu ,, nie wygłupiaj się” ,,
wracaj na lekcje” itp. Wyszłam ze szkoły i pobiegłam na wzgórze
gdzie ostatnio spotkałam Szatana. Miałam wszystkiego dosyć, ale
chyba on miał rację mówiąc, że niebo nie jest dla mnie. Że nic
nie jest dla mnie. Jestem pół aniołem, pół demonem, który
zamienił się w człowieka. Ale fajnie. Lepiej być nie mogło.
Siedziałam przez chwilę na trawie i myślałam co właściwie się
stało. Nagle poczułam czyjąś obecność za swoimi plecami. To był
Rin. Przybiegł za mną przez co ledwo dyszał. Podszedł i usiadł
koło mnie. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Za pewne Rin czekał,
aż zacznie normalnie oddychać.
- Mówiąc ON miałaś na myśli
Szatana prawda?- Spytał po chwili. Nic nie odpowiedziałam, ale on
wiedział, że chodziło mi o niego.
- Teraz się zastanawiam czy naprawdę
nie miał racji. – Powiedziałam patrząc się przed siebie.
- Czemu słuchasz tego co mówi ten
wariat?- Chłopak spojrzał się na mnie.
- A widziałeś kiedyś, żeby
szaleniec mówił normalnie i poważnie?- Spytałam patrząc się na
niego. Cisza. – Właśnie dlatego.
- Widziałem go dwa razy i nigdy nie
był poważny.
- Wczoraj zrobił wyjątek.
- Gdzie go spotkałaś?
- Tutaj. Wczoraj wieczorem zobaczyłam,
że jakiś chłopak płonie i od razu to przybiegłam.
- Facet żyje?- Spytał lekko
wystraszony.
- Jest lekko poparzony, ale żyje.
- Udało ci się go wypędzić z niego?
Ale nie wszedł w ciebie!?- Rin stanął na równe nogi. Widać było
w jego oczach strach.
- Spokojnie wrócił do Gehenny.
- To jak ci się to udało.- Znów
usiadł na trawie.
- To było strasznie dziwne. Nie
wiedziałam co zrobić no bo w moja moc jest bezużyteczna na
Szatana. Przynajmniej na razie jak powiedziała wczoraj Shura.
Próbowałam więc zrobić to samo co moja mama. Chciałam, żeby…
no wiesz. – Dziwnie było o tym mówić, a Rin przecież wspaniale
wiedział o co chodzi, więc to pominęłam. – A on odpowiedział
,, Jeszcze nie teraz. Mam na ciebie inne plany” co mnie
zupełnie zmyliło. – Rina to aż tak nie zdziwiło jak myślałam.
Patrzył teraz na krajobraz i myślał co odpowiedzieć.
- Kiedy ja spotkałem się z nim po raz
pierwszy to chciał zabrać mnie do Gehenny, żebym był prawdziwym
demonem. Może ciebie też chce tam zabrać. – Powiedział po czym
spojrzał się na mnie i powiedział z troską.- Ale obiecaj, że
nigdy tam nie pójdziesz. – To było naprawdę słodkie. Coraz
bardziej czułam, że to mój brat. Kiwnęłam tylko głową co
znaczyło ,, obiecuję”. Po chwili jednak przyszło mi do głowy,
że przecież Szatan mówił, że nigdzie nie ma miejsca dla takich
jak ja. Więc czy na pewno chciał mnie zabrać do Gehenny? Znowu
mnóstwo pytań nasuwało mi się na język, ale nie mogłam nikomu
ich zadać, bo nikt by nie odpowiedział.
- To jak idziemy jeszcze na lekcje czy
już się włóczymy?- Spytał po chwili już zadowolony Rin.
Położyłam się na trawie co znaczyło ,, nigdzie nie chce mi się
iść” jednak uznałam, ze chyba jednak wypadało by wrócić już
na lekcje. Wracaliśmy do szkoły, ale nie spieszyło nam się. – A
jeśli cię to pocieszy to ja też nie znam żadnej modlitwy.-
Uśmiechnęłam się.
- Tyle, że ty nie mieszkałeś nigdy w
niebie. Tam codziennie się modlimy rano i wieczorem, ale ja zawsze
tylko udaję.
- Ja przez 16 lat mieszkałem w
parafii. To też coś podobnego. – Później już nic nie
mówiliśmy, więc, żeby przełamać lody zaproponowałam kolejny
wyścig. Oczywiście Rin zgodził się z wielką chęcią. No bo kto
by nie chciał się ścigać. Biegliśmy przez cały dziedziniec
trącając wszystkich przechodzących ludzi. Szybko wyjęłam klucz,
który włożyłam do jakiejś starej bramy na uboczu tak, żeby
żaden przechodzeń nie zobaczył /magicznych drzwi. Szybko weszłam,
ale brat niestety też. Biegliśmy przez korytarz do sali. Tym razem
weszłam pierwsza.
- Tak! Wygrałam!- Krzyczałam
zadowolona. Po chwili spostrzegłam się, że wszyscy się na mnie
patrzą, a potem, ze zerkają także na zdyszanego Rina. – No i
przy okazji… tego… no… przepraszam. Trochę mnie poniosło.
- Trochę demonie?- Znów ten sam głos
co poprzednio. Tym razem spojrzałam kto to był. I już wiem czemu
nie poznałam go wcześniej po głosie. To był ten chłopak z
pacynkom, który prawie w ogóle nic nie mówi. Uznałam, że takiego
pajaca, który przy okazji te wszystkie słowa mówił przez pacynkę
przypominającą różowego królika będę ignorować. Co za debil z
tego chłopaka. Usiadłam już spokojna w ławce.
- Widzisz mówiłam, że jestem
szybsza.- Powiedziałam już szeptem do Rina.
- Dobra na razie jest 1:0, ale
zobaczysz, że się zrewanżuję. – Odpowiedział także szeptem.
- Haha. Liczę na to.- Powiedziałam z
lekkim sarkazmem. Po lekcjach z Yukio poszłam z Rinem na lekcje
Shury. Wcześniej myślałam, że to straszne, ale lepsze dziwne
zajęcia z Shurą niż przynudzanie Yukio.