piątek, 26 lutego 2016

ROZDZIAŁ 11- SPOTKANIE

ROZDZIAŁ 11- SPOTKANIE


Po lekcjach postanowiłam, że trochę się przejdę za szkołą. Co prawda jej teren jest wielki, ale kto by chciał łazić po terenie szkolnym. No chyba, że Lolita. Poszłam, więc na polanę. Były tam pagórki i w ogóle było spokojnie. Chodziłam tak z 20 minut co mnie zdziwiło, bo najczęściej po takim czasie to już się strasznie nudzę, ale musiałam odpocząć przez te ćwiczenia z Shurą. Kilka ostatnich dni byłam na lekcjach tylko u niej i nie chodziłam na te z Yukio. Nagle zobaczyłam w oddali płonącego się człowieka. Po pierwsze to nie jest zbyt częsty widok, ze ktoś płonie, a po drugie palił się szafowym płomieniem! Po chwili facet się uspokoił. Oczywiście jeśli chichot szaleńca można nazwać uspokojeniem się po krzyku.
- Wreszcie jakieś ciało dzięki, któremu mogę być choć przez chwilę w Aissash!- Krzyczał człowiek. Więc to musiał być Szatan! On opętał tego biednego pana. Od razu tam pobiegłam.
- Ej zostaw go!- Krzyknęłam pewnie chociaż z lekkim lękiem.
- O witaj!- Powiedział jak jakiś morderca, który spotkał ofiarę, a potem się szaleńczo zaśmiał.- Zjeżdżaj karaluchu!- Krzyknął wściekły, a potem mnie popchnął przez co upadłam.
Ja? Karaluch? Strasznie się zdenerwowałam przez co zapłonęłam. Nie wiem czy płomienie Szatana zadziałają na Szatana, ale warto spróbować.
- Powiedziałam zostaw go!- Pojawiły się szafirowe płomienie, chociaż gdy się przyjrzałam jego różniły się od moich. Nie tylko tym, że Szatan miał większe i obejmowały większy obszar, ale też moje były jaśniejsze. Nie na tyle, żeby to spostrzec od razu, ale jednak. Gdy się zastanowię Rin też ma ciemniejsze. Może to ma coś wspólnego z niebem?
- O! Córeczka! Znudziło ci się w niebie? – I znów zaśmiał się jak wariat co, jak doszłam do wniosku dosyć często robi.- Niebo to nie miejsce dla takich jak ty. Zresztą nigdzie nie ma takiego miejsca.- Nie skomentowałam tego. Nie wiedziałam jak.
- Wracaj do Gehenny i zostaw tego człowieka!
- Hahahaha! Nic mi nie zrobisz! Płomienie Szatana na Szatana nie zadziałają!- Tak jak myślałam. Moja moc na nic się nie zda. No i co teraz zrobić? Przecież nie pozwolę, żeby niewinny człowiek umarł. Może muszę zrobić jak moja mama. Może nie ma innego sposobu.
- W takim razie wejdź we mnie.- Cisza. Jego usta wciąż szaleńczo uśmiechnięte, ale nie wydobyły żadnego słowa. To było dosyć dziwne.
- Jeszcze nie teraz. Mam na ciebie inne plany – Powiedział zupełnie poważnie. Bez żadnego śmiechu na koniec. Nagle płomienie znikły z człowieka. Upadł na ziemię lekko poparzony, ale żył. Mój ogień też po jakimś czasie znikł. Wyglądało na to, że Szatan wrócił do Gehenny. Poczekałam trochę, aż facet się obudzi i pobiegłam do akademika gdzie oczywiście czekała w pokoju rozgniewana Lolita.
- Gdzie ty się podziewałaś!? Już jest 23:30! Co się stało!? – Pytała wściekła. Ja już miałam dość przeżyć jak na jeden dzień i nie miałam ochoty się kłócić.
- I tak uznasz, że kłamię.- Powiedziałam i poszłam do łóżka, ale nie mogłam zasnąć. Wciąż myślałam o tym spotkaniu. Co on miał na myśli mówiąc ,, jeszcze nie teraz” no i to, że niebo to nie miejsce dla takich jak ja. O co chodziło. Przecież skąd mógł by wiedzieć? Eh. Nienawidzę tak rozmyślać, a już szczególnie myśleć o tym co powiedział mi ,, tatuś” Szatan przy tym nieźle walnięty. Na następny dzień nie wyspałam się zbyt dobrze. Jeszcze przy okazji przypomniało mi się, że mam dzisiaj lekcje z resztą klasy przez co ledwo zdążyłam na lekcje. Na szczęście mój kochany braciszek też o tym zapomniał i znów przepychaliśmy się przez drzwi kto będzie pierwszy. Gdy usiedliśmy w ławce od razu zachciało mi się spać. W końcu Yukio tak totalnie przenudził, że zasnęłam.
- Gohi. Gothi!- Słyszałam przez sen jakieś wołanie. Nagle się obudziłam, a wszyscy mnie wołali, żebym właśnie to zrobiła.
- Gothi. Powiedz jakąś modlitwę dzięki której odstraszysz demony.- Powiedział Yukio.
- Eeee. Noo…. Ojcze….nie….- Problem tylko taki, że żadnej nie znam. Zawsze uznawałam, że są niepotrzebne i nie uczyłam się ich nawet w niebie.
- Eh. Siadaj i słuchaj następnym razem. – Powiedział załamany nauczyciel.
- Anioł i nie potrafisz żadnej modlitwy? Pfff.- Powiedział drwiąco Suguro.
- Jak mogłaś niczego nie znać. Przecież w niebie się ciągle tego uczyliśmy.- Powiedziała Lolita co mnie nawet zdziwiło bo ona nigdy nie rozmawia na lekcjach, ale z kolei, żeby mnie ochrzanić to jest zawsze pierwsza.
- Niby anioł- ktoś powiedział z tyłu.
- Pół anioł.- Poprawiłam tą osobę nie patrząc kto to.
- Widać, że bardziej nadajesz się na demona.- Znów ktoś powiedział z tyłu.
- Eh! ON miał rację! To nie jest miejsce dla mnie!- Krzyknęłam wstając w ławki i wychodząc z sali. Słyszałam za sobą krzyki typu ,, nie wygłupiaj się” ,, wracaj na lekcje” itp. Wyszłam ze szkoły i pobiegłam na wzgórze gdzie ostatnio spotkałam Szatana. Miałam wszystkiego dosyć, ale chyba on miał rację mówiąc, że niebo nie jest dla mnie. Że nic nie jest dla mnie. Jestem pół aniołem, pół demonem, który zamienił się w człowieka. Ale fajnie. Lepiej być nie mogło. Siedziałam przez chwilę na trawie i myślałam co właściwie się stało. Nagle poczułam czyjąś obecność za swoimi plecami. To był Rin. Przybiegł za mną przez co ledwo dyszał. Podszedł i usiadł koło mnie. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Za pewne Rin czekał, aż zacznie normalnie oddychać.
- Mówiąc ON miałaś na myśli Szatana prawda?- Spytał po chwili. Nic nie odpowiedziałam, ale on wiedział, że chodziło mi o niego.
- Teraz się zastanawiam czy naprawdę nie miał racji. – Powiedziałam patrząc się przed siebie.
- Czemu słuchasz tego co mówi ten wariat?- Chłopak spojrzał się na mnie.
- A widziałeś kiedyś, żeby szaleniec mówił normalnie i poważnie?- Spytałam patrząc się na niego. Cisza. – Właśnie dlatego.
- Widziałem go dwa razy i nigdy nie był poważny.
- Wczoraj zrobił wyjątek.
- Gdzie go spotkałaś?
- Tutaj. Wczoraj wieczorem zobaczyłam, że jakiś chłopak płonie i od razu to przybiegłam.
- Facet żyje?- Spytał lekko wystraszony.
- Jest lekko poparzony, ale żyje.
- Udało ci się go wypędzić z niego? Ale nie wszedł w ciebie!?- Rin stanął na równe nogi. Widać było w jego oczach strach.
- Spokojnie wrócił do Gehenny.
- To jak ci się to udało.- Znów usiadł na trawie.
- To było strasznie dziwne. Nie wiedziałam co zrobić no bo w moja moc jest bezużyteczna na Szatana. Przynajmniej na razie jak powiedziała wczoraj Shura. Próbowałam więc zrobić to samo co moja mama. Chciałam, żeby… no wiesz. – Dziwnie było o tym mówić, a Rin przecież wspaniale wiedział o co chodzi, więc to pominęłam. – A on odpowiedział ,, Jeszcze nie teraz. Mam na ciebie inne plany” co mnie zupełnie zmyliło. – Rina to aż tak nie zdziwiło jak myślałam. Patrzył teraz na krajobraz i myślał co odpowiedzieć.
- Kiedy ja spotkałem się z nim po raz pierwszy to chciał zabrać mnie do Gehenny, żebym był prawdziwym demonem. Może ciebie też chce tam zabrać. – Powiedział po czym spojrzał się na mnie i powiedział z troską.- Ale obiecaj, że nigdy tam nie pójdziesz. – To było naprawdę słodkie. Coraz bardziej czułam, że to mój brat. Kiwnęłam tylko głową co znaczyło ,, obiecuję”. Po chwili jednak przyszło mi do głowy, że przecież Szatan mówił, że nigdzie nie ma miejsca dla takich jak ja. Więc czy na pewno chciał mnie zabrać do Gehenny? Znowu mnóstwo pytań nasuwało mi się na język, ale nie mogłam nikomu ich zadać, bo nikt by nie odpowiedział.
- To jak idziemy jeszcze na lekcje czy już się włóczymy?- Spytał po chwili już zadowolony Rin. Położyłam się na trawie co znaczyło ,, nigdzie nie chce mi się iść” jednak uznałam, ze chyba jednak wypadało by wrócić już na lekcje. Wracaliśmy do szkoły, ale nie spieszyło nam się. – A jeśli cię to pocieszy to ja też nie znam żadnej modlitwy.- Uśmiechnęłam się.
- Tyle, że ty nie mieszkałeś nigdy w niebie. Tam codziennie się modlimy rano i wieczorem, ale ja zawsze tylko udaję.
- Ja przez 16 lat mieszkałem w parafii. To też coś podobnego. – Później już nic nie mówiliśmy, więc, żeby przełamać lody zaproponowałam kolejny wyścig. Oczywiście Rin zgodził się z wielką chęcią. No bo kto by nie chciał się ścigać. Biegliśmy przez cały dziedziniec trącając wszystkich przechodzących ludzi. Szybko wyjęłam klucz, który włożyłam do jakiejś starej bramy na uboczu tak, żeby żaden przechodzeń nie zobaczył /magicznych drzwi. Szybko weszłam, ale brat niestety też. Biegliśmy przez korytarz do sali. Tym razem weszłam pierwsza.
- Tak! Wygrałam!- Krzyczałam zadowolona. Po chwili spostrzegłam się, że wszyscy się na mnie patrzą, a potem, ze zerkają także na zdyszanego Rina. – No i przy okazji… tego… no… przepraszam. Trochę mnie poniosło.
- Trochę demonie?- Znów ten sam głos co poprzednio. Tym razem spojrzałam kto to był. I już wiem czemu nie poznałam go wcześniej po głosie. To był ten chłopak z pacynkom, który prawie w ogóle nic nie mówi. Uznałam, że takiego pajaca, który przy okazji te wszystkie słowa mówił przez pacynkę przypominającą różowego królika będę ignorować. Co za debil z tego chłopaka. Usiadłam już spokojna w ławce.
- Widzisz mówiłam, że jestem szybsza.- Powiedziałam już szeptem do Rina.
- Dobra na razie jest 1:0, ale zobaczysz, że się zrewanżuję. – Odpowiedział także szeptem.
- Haha. Liczę na to.- Powiedziałam z lekkim sarkazmem. Po lekcjach z Yukio poszłam z Rinem na lekcje Shury. Wcześniej myślałam, że to straszne, ale lepsze dziwne zajęcia z Shurą niż przynudzanie Yukio.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz